piątek, 7 sierpnia 2015

Nie jestem.

Tak, wiem.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra, kiedy wygrywam te pieprzone konkursy kulinarne. Przecież nikt nie lubi odwiedzać świetnych knajp za darmochę. W końcu trzeba założyć ubrania lepsze niż codziennie i trzymać łokcie przy sobie, a później odłożyć sztućce na godzinę 17.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra, chociaż, kurwa, znam wszystkie autostrady w Polsce. I drogi ekspresowe. Sporo krajowych. Umiem czytać mapy i przeklinać po rosyjsku, po to żeby ukraiński kierowca zrozumiał jak bardzo jestem wściekła z powodu zajebistej kolejki na przejściu granicznym w Terespolu.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra z półką zastawioną domowymi dżemami i przetworami, które pieczołowicie smażę do 3 nad ranem.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra, słucham głośnej muzyki, której nie możesz znieść. Każdego cholernego dnia bas napierdala i sprawia, że sąsiedzi nienawidzą mieszkania nr 5.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra, piję wódkę jak facet a rano umieram jak baba trzymając oburącz porcelanową muszlę.
Nie jestem dla Ciebie dość dobra, czytam za wiele poezji, śnię o malinowym chruśniaku, gram w Wiedźmina do rana, zasypiam do pracy, kupuję za dużo butów, ubrań, organicznego jedzenia, tuszów do rzęs i torebek.

Nie jestem dla Ciebie dość dobra, więc uderzasz mnie regularnie w brzuch, uda i głowę do momentu, aż zobaczysz krew na moich wargach.
A ja nigdy nie przyznam się, jak bardzo lubię jej smak.


wtorek, 21 kwietnia 2015

.

Uwielbiam jej zapach, który wniknął we mnie głęboko, gdy przypadkowo stanęła trzy centymetry za blisko. Śmieje się głośno, srebrzyście. Do mnie nie dotarł sens żartu. Jak mógłby, skoro unosi mnie do góry zapach jej perfum.
Chcę otoczyć ją ramionami i schować, uciec w noc, włożyć pod poduszkę. Zdejmować z niej warstwy, maski i zobaczyć naprawdę nagą.
Chciałbym wygrywać akordy palcami na jej skórze, poznać wszystkie nieodkryte lądy.
Spytać czemu jej opuszki palców są przesuszone, skąd wzięła się ta różowa blizna pod kolanem.
Trzymać mocno za rękę i nie pozwolić odejść.
Z nią mógłbym skoczyć z wysokiego klifu, ze spadochronem, w noc, w burzę piaskową, w zamieć śnieżną, dryfować na szerokich wodach, głodować w puszczy, zimować na Arktyce, mieszkać w oazie na Saharze.
Słyszeć jej szept w uchu o poranku.
Codziennie.

Podnoszę się z kanapy i splatam obie dłonie.
O jej obecności przypomina mi tylko prenumerata "Zwierciadła", której od trzech lat nie wycofałem.
Zbieram każdy numer.

Przeczyta, jak wróci.

czwartek, 16 kwietnia 2015

[nie]byt?

Wiosenne porządki zawsze przynoszą ulgę.

Wyczilowana po pracy jeżdżę sobie kulturalnie na szmacie, wycieram kurze i porządkuję szuflady komody.
Człowiek myśli, że wszystko jest zajebiście do momentu, aż między zapłaconymi rachunkami, harmonogramem rat hipoteki, mandatem i ogólnie szeroko pojętym burdelem znajduje listy od Ciebie.

Rozlega się głośne jeb! I wcale nie spadło Ci na głowę żadne spakowane pudło. Choćbyś nawet chciał.

Mimo tego, że w pierwszej chwili zupełnie brakuje Ci tchu, to wyciągasz zagrzebane w czeluściach szuflady, strzeżone przed trójgłowego psa, pudełko na szpargały. Szybko upychasz tam znalezione listy, ostrożnie, tak żeby pies nie odgryzł Ci ręki. Bo musisz wiedzieć, że do pudełka zagląda się tylko wtedy, gdy jest potrzeba absolutnego dobicia. Ten stan występuje zazwyczaj po dwóch winach i solidnej dawce Coldplay.

Chwilę później myślisz, że tak wiele było by do powiedzenia. Na przykład o tym, że teraz się pisze tylko chujowe książki, a Twoich wypocin nikt nie czyta. Zupełnie nie rozumiesz, czemu ktoś wydaje takie słabe gówno.

Ale właściwie (to takie urocze słowo!), właściwie dobrze, czyli niedobrze, nevermind, dosyć perorowania o znaczeniu słów, morał jest ważny.
Dlatego go nie będzie.

Jestem niegrzeczną dziewczynką i po dziś dzień nie wysłałam pierników.
Przepraszam :*

trzeba tylko napomknąć mimochodem, już na koniec, przed samym zamknięciem drzwi i szepnięciem do widzenia, nara, pa, ciao, bye, au revoir, auf Wiedersehen, adios, zbohem, poka, viso gero, (kobiety nie potrafią się pożegnać w mniej niż pięćdziesięciu słowach, to udowodnione naukowo) że lubisz stan nieistnienia.

I że dziękujesz było miło, ale czekolada w nadmiarze szkodzi.


środa, 31 grudnia 2014

Finish 2014

Zastanawiające, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla ludzi poznanych przez internet. Tych, których dotyku nie znamy. Których oddechu nigdy nie poczuliśmy na karku. Których zapachu nasz nos nie zarejestrował.

W ostatni dzień roku siedzę otulona ręcznikiem na muszli klozetowej i maluję paznokcie czerwonym lakierem. Słucham Gabrielle Aplin, piję ostatnią butelkę Moet'a, jeszcze z korpo darów, palę papierosa i piszę podsumowanie.

W 2014 przytyłam. Na szczęście waga nie ma baterii, więc nie mogę się zdołować. Przyjmijmy, że ważę 53 kg. Niestety kilogramy nie poszły w cycki ani w tyłek. Jestem wielką bezą i nic nie mogę na to poradzić, co najwyżej chlapnąć więcej Moet'a.
Właściwie nie mam pojęcia czemu w ostatni dzień roku żłopię tego wstrętnego szampana, skoro w lodówce mam dwa zajebiste Igristoje.
Dziś spędzę dobry wieczór. Jak tylko paznokcie wyschną, pierdolnę się na szezlongu i będę czytać Poświatowską.
Następnie pogram w Wiedźmina 2 i Quake 3. Jak tylko skończą się fajerwerki usnę na kanapie.

W tym roku naprawdę byłam egoistką. Stawiałam wszystko na jedną kartkę, skakałam w przepaść, paliłam mosty. Ryzykowałam. Nie żałuję. Załączam dowody rzeczowe.*

Kochani. Wszystkiego dobrego, samych szczęśliwych chwil. Zdrowia. Miłości. Przyjaźni. Niech wszystkie dobre fluidy będą zawsze z Wami.
Życzę Wam, żeby w 2015 było klawo (:

Love.

U mnie w 2014 było tak:












*już wiem czemu mam zmarszczki mimiczne.



środa, 5 listopada 2014

One year later.

Minął rok.
Całe, długie 365 dni bez Ciebie.
Gdy sobie to uświadomiłam sen odszedł pierwszy. Nie wytrzymałam i poszłam biegać o 4 rano. Powietrze o brzasku jest tak świeże, że aż boli, drażni nos i gardło jak zbyt mocny papieros.
Ulice przemierzają osoby, którym ktoś odebrał sen. Praca, wódka, pies, kobieta, mężczyzna.
Albo zwyczajna tęsknota.

U mnie jest okej. Od roku wyrzygałam się tylko raz. Nad kotem, którego potrącił kierowca przede mną i odjechał. Stałam nad powiększającą się kałużą z krwi i fekaliów, i dorzuciłam coś od siebie.
W ciągu tego czasu wiele się zmieniło. Nie pracuję już w korpo. Poznałam cudownych ludzi. Częściej się uśmiecham. Wciąż zalewam robaka w weekendy. Rzyganie na kacu się nie liczy.
Odwiedził mnie On. Dalej nie potrafię Mu wybaczyć. Pewne rzeczy pozostają niezmienne.

Postanowiłam uczcić ten dzień. Po południu wygrzebałam z szafy swoją najlepszą sukienkę i nie założyłam majtek. Gdy cała ufryzowana i wyfiokowana jak na raut szłam do parku, budziłam niemałe zainteresowanie. Usiadłam na ławce i odpaliłam waniliowego papierosa.
Myślałam, że będę potrzebowała tych wszystkich emocji, które nam towarzyszyły. Że będę chciała ekstazy i pożądania. Dłoni na udzie rozdzierającej pończochy. Szeptu do ucha. Lubieżnego chichotu. Mokrego języka na szyi. Szminki odciśniętej na chusteczce. Drżenia. Wyostrzonych zmysłów. Włosków na ciele postawionych na baczność. Kamyczków zamkniętych w Twojej dłoni.
Myślałam, że stanę się cała pragnieniem, zwierzęcą potrzebą. Sądziłam, że będę wbijać sobie paznokcie do krwi z żalu i tęsknoty za Tobą.

Nic takiego się nie nastąpiło.

Ot, jesień. Ogrzewało mnie słońce. Ktoś karmił kaczki. Dziecko krzyczało. Pies biegał z patykiem w pysku.

Siedziałam na ławce bez bielizny i wiedziałam, że wszystko zostawiłam za sobą.

Va faill.  

niedziela, 2 czerwca 2013

Zaufanie to taka czarna świnia.

Śpiewał kiedyś Kuba Kawalec. To sto procent prawda, każdy z nas to zna - mówisz mi przez telefon i każesz po raz kolejny jechać do schroniska.
Ciężko jest przełamać swoją wewnętrzną barierę, ruszyć do przodu.
Gdy umawiamy się przed bramą, wiem, że jeśli wejdę nie będzie już odwrotu.

Pół godziny później jestem na spacerze z sunią, znalezioną w lesie.
Cudna, radosna. Śmiejące się ślepia.

Wstyd mi. Chociaż mówię jej prosto do włochatego ucha - mnie też przywiązano do drzewa.
Zostawiono w moich własnych szczynach.
Tak, tacy są ludzie. Wpajają Ci brednie o oswajaniu, odpowiedzialności, a później wypierdalają bo sądzą, że robią to dla naszego dobra.
Opowieści Małego Księcia można włożyć między bajki. Tylko nieliczni mają odwagę wrócić do swojej "róży".

Różnimy się od siebie tylko tym, że Ty niczym nie zawiniłaś... - szepczę do niewielkiej psiny.

A później w domu wszystko po Tobie chowam głęboko. Między czerwoną kopertą od Mariusza a zaproszeniem na przysięgę.

Utrata miłości boli bardziej, ale strata przyjaciela dłużej.

Idę jednak do przodu.



sobota, 27 kwietnia 2013

Niepoprawnie niepoprawna.

Cóż systematyczność jest cnotą.
Wybaczcie mi moje milczenie. Wszak jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy.
Zdradziecko zakpiłam z tego frazesu.
Codzienność mnie wciągnęła. Zatraciłam się w pogoni za karierą. Na szczęście przedłużyli mi umowę. Złapałam oddech.
Brzydzę się konsumpcyjnego pędu, a sama brałam udział w wyścigu.
I ta świadomość pustych, sztucznych, miałkich relacji w pracy.
Koszmar.
Czytałam Was. W przerwie między jedną kawą a drugą, między gotowaniem obiadu a myciem okien.

Nie mogłam napisać - bo czułam się nierealnie. Tak jakby prawdziwa ja została uwięziona gdzieś daleko, a ta druga była tylko namiastką człowieczeństwa niezdolną do okazywania uczuć. Głazem.
Dziwne.